Prezydenckie weto dotyczące ustawy wprowadzającej do Polski GMO, choć bardzo słuszne, ma posmak iście salomonowego rozwiązania. Prezydent Bronisław Komorowski wyraził się jasno, że nie widzi przeciwwskazań we wprowadzeniu GMO, ma natomiast zastrzeżenia jedynie co do formy ustawy, którą nazwał legislacyjnym bublem. Takie podejście można skwitować słowami klasyka „Jestem za, a nawet przeciw”. Jeszcze bardziej niesamowita jest zmiana kursu PSL, które z największego orędownika wprowadzenia GMO staje się właśnie po prezydenckim wecie jego największym przeciwnikiem.
Zacznijmy więc od prezydenckiego weta. Bronisław Komorowski do tej pory niezbyt aktywny w naszej wewnętrznej polityce, skupiający się głównie na ceremoniach, niezwykle spektakularnie powrócił na naszą polityczną scenę. Mimo, iż sama decyzja prezydenta jest jak najbardziej słuszna, bo zawetował bardzo złą ustawę, to problem tkwi w tym, że w swoim podejściu do GMO nie różni się niczym od przedstawicieli swojej macierzystej partii czyli Platformy Obywatelskiej. Podczas spotkania z ekspertami, które miało miejsce kilka dni temu Bronisław Komorowski wyraźnie zadeklarował, że nie należy do przeciwników GMO:
„Przemawia do mnie argument, że nikt dotąd nie udowodnił, iż nasiona genetycznie modyfikowane mogą być bardziej szkodliwe niż inna żywność."- powiedział pan prezydent
Po czym, zresztą słusznie dodał, że potrzebna jest poważna debata publiczna, której wcześniej zabrakło.
O postawie Bronisława Komorowskiego dużo mówią słowa profesor Ewy Rembiałkowskiej z Zakładu Żywności Ekologicznej SGGW w Warszawie, która wyraziła obawy co do prezydenckiej postawy mówiąc:
„Oczywiście słusznie prezydent powiedział, że ustawa nasienna to bubel prawny i to jest budujące. Martwi mnie to, że próbowałam wskazywać prezydentowi, iż istnieją dane naukowe, które przestrzegają przed GMO. Prezydent tych argumentów jakby nie słyszał."
Przy tym wszystkim najbardziej zaskakuje zadziwiająca i naprawdę kuriozalna postawa jaką zaprezentował główny prowodyr całego zamieszania, minister rolnictwa - Marek Sawicki. Bo to właśnie jego resort jest autorem zawetowanej ustawy. Pozwolę sobie więc zacytować jego wypowiedź, która włąśnie została zamieszczona na stronie ministerstwa:
„Prezydent Bronisław Komorowski wykazał dziś dużą radykalność i zawetował ustawę implementującą kilkadziesiąt unijnych dyrektyw. Wierzę, że będę miał poparcie Prezydenta RP w zakresie przygotowania i uchwalenia przepisów krajowych, a także unijnych, które wprowadzą zakaz upraw roślin genetycznie modyfikowanych, stosowania pasz ze składnikami GMO oraz żywności wyprodukowanej z użyciem takich pasz lub innych produktów modyfikowanych genetycznie. Wierzę, że przy tak silnym poparciu Prezydenta RP zdołamy uczynić całą Europę wolną od GMO."
Czytając tę wypowiedź, przez długi czas przecierałem ze zdziwieniem oczy. Czyżby pan minister niczym Kmicic zmienił nagle front i ze zwolennika stał się przeciwnikiem GMO? Zaiste wielką moc zmiany ludzkich serc ma prezydenckie weto.
Tak na poważnie, to można mieć duże wątpliwości czy nasz minister rolnictwa wie w ogóle co się dzieje w jego resorcie i za czym właściwie głosuje.
Ponad tym wszystkim roztacza się woń przyszłych wyborów. Lider głównej partii opozycyjnej - Jarosław Kaczyński, w zeszłym tygodniu tak oto napisał na swoim bogu:
„Jeśli wygramy wybory, zakaz GMO wprowadzimy niezwłocznie. GMO, czyli genetyczne modyfikacje jako metoda upraw roślin i hodowli zwierząt, słusznie budzi sprzeciw większości opinii społecznej w Polsce."
Trzeba przyznać, że w przeciwieństwie do słów PSL-owskiego ministra, wypowiedź ta jest uzasadniona wynikiem głosowania, kiedy to cały klub parlamentarny PIS głosował przeciwko ustawie. Podobnie, czyli przeciw głosowała większość SLD i PJN.
Największym przegranym całego zamieszania z GMO wydaje się więc PO i PSL, które to głosowały za ustawą. Właśnie przez tak nachalne forsowanie wprowadzenia GMO, tysiące, a być może nawet miliony głosów (biorąc pod uwagę coraz większe zainteresowanie tematem) nie zostałyby oddane na obecnie rządzących.
Być może więc w związku z tym nastąpiła zmiana strategii. Najpierw nastąpiło ochłodzenie i złagodzenie sytuacji jakim stało się weto „dobrego policjanta” w osobie prezydenta Bronisława Komorowskiego, który jak sam stwierdził nie widzi przeciwskazań we wprowdzaniu GMO, po czym nastąpiła nagła zmiana kierunku, którą właśnie zapoczątkował Marek Sawicki. Niedługo pewnie rozlegną się głosy, że posłowie koalicji rządzącej nie zrozumieli tekstu ustawy oraz porządku obrad i generalnie głosowali przeciw choć przyciskali za. Patrząc na ten spektakl można śmiało stwierdzić, że na naszych oczach urzeczywistnia się słynna powieść George'a Orwella - „1984”.
Dlatego warto zapamiętać wyniki głosowania rządowego projektu ustawy o nasiennictwie, tak na wszelki wypadek gdyby zaczęto nam wmawiać, że nic takiego jak głosowanie o nasiennictwie nigdy nie miało miejsca, a PO i PSL są największymi przeciwnikami GMO...
Link prowadzący do szczegółowych wyników głosowania:
http://orka.sejm.gov.pl/Glos6.nsf/nazwa/95_120/$file/glos_95_120.pdf
...oraz wyniki
Posiedzenie 95. - głosowanie nr 120 (01-07-2011 13:21:00)
Głosowało - 421
Za - 233
Przeciw - 186
Wstrzymało się - 2
Nie głos.- 39
PO (206)
głosowało - 191
za - 190
przeciw - 0
wstrzym. - 1
nie głos. - 15
PiS (147)
głosowało - 140
za - 0
przeciw - 140
wstrzym. - 0
nie głos. - 7
SLD (45)
głosowało - 35
za - 2
przeciw - 33
wstrzym. - 0
nie głos. - 10
PSL (31)
głosowało - 29
za - 29
przeciw - 0
wstrzym. - 0
nie głos. - 2
PJN (15)
głosowało - 13
za - 0
przeciw - 12
wstrzym. - 1
nie głos. - 2
SDPL (3)
głosowało - 3
za - 3
przeciw - 0
wstrzym. - 0
nie głos. - 0
Niezrzeszeni (13)
głosowało - 10
za - 9
przeciw - 1
wstrzym. - 0
nie głos. - 3







I to mnie martwi - o co chodzi faktycznie politykom?
Czy nie chca GMO czy chca, ale teraz przed wyborami muszą zawetować?
Oby to nie wyglądało w efekcie tak: ten się cieszy, kto się cieszy ostatni...
jakie jeszcze ruchy zostana wykonane i kto jako ostatni wykona ruch w polityce nad ustawą GMO? Amy czekamy i drżymy w niewiedzy i tuszowaniu wielu ważnych informacji związanych ze skutkami ubocznymi, ktore ujawnić sie moga w kolejnych pokoleniach np. nieplodność lub inne choroby. A może o to właśnie chodzi, aby nas było mniej na Ziemi?
Pytania, pytania i wiele pytań...
zrobił to "głównie w intencji doprowadzenia do pełnej zgodności prawa polskiego z prawem UE (...) Istotnym elementem uzasadniającym przyjęcie ustawy w kształcie proponowanym przez rząd, była chęć uniknięcia negatywnych skutków wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który Polska przegrała i grozi w związku z tym Polsce kara natury finansowej" - dodał prezydent
Bez względu jednak na niewątpliwą słuszność weta warto mieć świadomość jakie intencje przyświecały prezydentowi podczas wetowania ustawy. Jeszcze raz podkreślę. Prezydent, podobnie jak jego macierzysta partia PO, nie jest przeciwnikiem wprowadzenia GMO. Swoje poglądy wyraźnie przedstawił, mówiąc o debacie, która nie odbyła się w związku z wprowadzaną ustawą. Tu jest też ważny kontekst w jakim przedstawił potrzebę przeprowadzenia debaty.
Stwierdził, że taka całościowa ustawa dotycząca wprowadzenia GMO powinna stać się przedmiotem debaty publicznej, "aby rozładować lęki, które nie znajdują żadnego potwierdzenia w żadnych badaniach naukowych, ale są faktem". Powiedział również, że brak debaty spowodował, iż znaczna część społeczeństwa ma obecnie obawy do żywności modyfikowanej genetycznie, których on osobiście nie podziela.
Wynika z tego, że prezydent jeszcze zanim odbyła się tak debata już wie, że wprowadzenie GMO jest nieszkodliwe, a ludzie myślący inaczej są w błędzie z którego taka debata (czyt. jak kampania pro-GMO) ich z tego błędu wyprowadzi.
Prezydent zawetował ale w obronie przed kosztami jakie moglibyśmy ponieść po przyjęciu niezgodnej z unijnymi przepisami ustawy, nie zaś w obronie przed GMO, które de facto popiera.Takie są fakty.
Zarzut o prowadzenie kampanii jest tu nie na miejscu i nawet nie powinienem się do tego ustosunkowywać, ale odpowiem Panu. Tego typu oskarżenie sprowadza do absurdu działanie dziennikarzy, bo stosując je żadne z mediów nie mogłoby recenzować obecnie, czyli w czasie wyborów, panującej koalicji, ani jakiejkolwiek partii. Tego typu zabiegi to sprytna forma cenzury, na co żaden dziennikarz nie powinien się zgodzić. Skoro mają miejsce ważne wydarzenia to bez względu na to kogo dotyczą trzeba je opisywać. I tutaj dodam Panie ALA MA KOTA należy opisywać wszelkie działania rządzących, również, a nawet zwłaszcza w czasie wyborów.
Obowiązkiem każdego obywatela jest punktowanie każdego szkodliwego działania polityków i to bez względu na partię z której pochodzą.
Gdyby prezydent poparł ustawę to by było co pisać. A tak to zawetował więc trzeba się doszukiwać drugiego dna (zawsze musi być źle). Kampania wyborcza, w której portal ekologia.pl bierze udział robi swoje :)