Niemcy powiedziały atomowi NIE! Czy zrobiły to z racji na tragiczne wydarzenia jakie miało miejsce niedawno w Japonii, czy też od dawna planowały to uczynić, tylko nie miały odpowiedniego pretekstu? Co tak naprawdę skłoniło naszych zachodnich sąd sadów do tak radykalnego ruchu? Odpowiedzi możemy szukać w budowie gazociągu północnego.
Obserwując toczące się od kilku lat wydarzenia wydaje się, że rezygnacja Niemiec energetyki jądrowej nie była spontanicznym ruchem. Oficjalnie podawany powód tej decyzji to troska o środowisko i bezpieczeństwo obywateli. Wątpliwości w prawdziwość tych deklaracji budzi przede wszystkim pośpiech jaki wiąże się z tak ważną decyzją, być może najważniejszą w powojennej historii Niemiec. Kraj tak zorganizowany jak Niemcy nie pozwala sobie na spontaniczność szczególnie w tak istotnych kwestiach jak bezpieczeństwo energetyczne. W przeciwieństwie do naszej klasy rządzącej polityka niemiecka realizowana jest w oparciu o przyjętą na dziesięciolecia strategię i to bez względu na panującą opcję polityczną. Nie należy więc być naiwnym i zakładać, że radykalne zmiany nastąpiły wyłącznie w trosce o środowisko i bezpieczeństwo obywateli. Okazuje się, że rozwiązania zagadki jaką jest tak gwałtowna zmiana kursu w energetyce można szukać we współpracy z Gazpromem.
Biorąc pod uwagę tak energicznie podjętą budowę niezwykle kosztownego gazociągu północnego można domyślać się, że Niemcy już od dawna szykowały się do energetycznej wolty, czyli do zmiany priorytetów w polityce energetycznej swojego kraju. Co na to wskazuje? Przede wszystkim zbieżność czasowa oraz przyczynowo-skutkowa toczących się w Niemczech wydarzeń. Dziwnym zbiegiem okoliczności w maju następuje ukończenie pierwszej nitki gazociągu północnego , a miesiąc później Niemcy ogłaszają tryumfalnie likwidację energetyki jądrowej na terenie swojego kraju. Wydaje się więc, że katastrofa w Fukushimie okazała się znakomitym pretekstem do tak niezwykle kosztownej decyzji. Straty niemieckich koncernów energetycznych w związku z rezygnacją z energetyki atomowej szacowane są już na 4,5 mld euro.
Kluczem jest tu kwestia tak forsowanej przez Niemcy energetyce wiatrowej. Nasz zachodni sąsiad z uwagi na małą ilość surowców powoli staje się liderem w jej wykorzystaniu. Energetyka wiatrowa jak okazuje się nie zapewni jednak Niemcom samostarczalności i bezpieczeństwa energetycznego. Wynika to z prostego faktu - stosunkowo małej efektywności wiatraków. Jak okazuje się elektrownia wiatrowa pracuje przez cały rok tylko częścią swojej mocy , resztę czasu wypoczywa. Kiedy ma to miejsce, stosowane są na ogół współpracujące z wiatrakami małe elektrownie gazowe lub wodne. Okazuje się, że w Niemczech z racji niekorzystnego dla elektrowni wodnych terenu to właśnie gaz ma uzupełnić niedobory energii uzyskanej z wiatru.
Wątpliwości co do tego, że wycofanie energetyki jądrowej było od dawna planowane rozwiewa zacieśniająca się niemiecko-rosyjska współpraca. Otóż wielką radość z wycofania się Niemiec z atomu oprócz ekologów (tak na marginesie po likwidacji energetyki jądrowej znacznie zwiększy się w Niemczech emisja CO2 do atmosfery) wyrazili więc Rosyjscy włodarze i to nie ze względu na swoją wielką troskę o środowisko, o co chyba nikt ich nie posądza. Nie skończyło się tylko na entuzjazmie. Gazprom postanowił rozszerzyć również swoje zaangażowanie w Niemczech w budowę elektrowni gazowych czemu ma służyć zainicjowane jego partnerstwo z niemieckim koncernem RWE w dziedzinie produkcji energii elektrycznej. Hipotezę o dawno planowanej rezygnacji z atomu potwierdza również niedawna, bo lipcowa wypowiedź kanclerz Niemiec Angeli Merkel mówiąca o zainteresowaniu rosyjskim gazem:
"Zapotrzebowanie na technologie pomostowe będzie zwiększone w wyniku przyspieszenia rezygnacji z energii jądrowej. Tu decydują siły rynku. Im korzystniejsze będą oferowane ceny za rosyjski gaz, tym bardziej prawdopodobne, że zostanie on kupiony" – powiedziała w niedawnym wystąpieniu pani kanclerz
W tym momencie należy zastanowić się nad zaskakującą decyzją budowy elektrowni atomowej w Polsce. Do tej pory to właśnie nasz zachodni sąsiedzi stanowili niedościgniony wzór dla naszych rządzących. Tym razem stało się wprost przeciwnie. Jak to racjonalnie wytłumaczyć? Rząd tłumaczy to między innymi bezpieczeństwem energetycznym, co wydaje się wierutną bzdurą, bo jak można mówić o bezpieczeństwie energetycznym skoro brak nam wystarczającej ilości paliwa do planowanej elektrowni. W przeciwieństwie do innych surowców takich jak gaz czy węgiel, których mamy najwięcej w Europie, uranu będacego podstwowym paliwem planowanej elektrowni mamy jak na lekarstwo.
Być może jednak stało się właśnie dlatego, że atomowe technologie, których pozbędą się Niemcy trafią właśnie do nas, a paliwo do nich czyli uran będziemy musieli uzyskać od Rosji…







.
co do elektrowni to jest tak, że w zależności od autora opracowania podaje się różny kosztorys i efektywność danego źródła energii. nie rozumiem tutaj, dlaczego ludzie boją się, że wiatraki będą "hipnotyzować" im kury, a nie maja nic przeciwko odpadom radioaktywnym. wydaje mi się, że jest to u nas kwestia informowania społeczeństwa, a raczej jego braku.
obecnie w rządzie nie ma nikogo na tyle odważnego, by jasno określić się po jednej ze stron i wprowadzić odpowiednie regulacje...
Skoro więc "nasze elektrownie atomowe" nie będą do końca nasze, bo oparte na niemieckiej lub francuskiej technologii oraz rosyjskim paliwie to kapitał też znajdzie się w jednym z "naszych" niepolskich banków np. francuskich bądź niemieckich.
Co do tezy Pana Janka "o odwieczną prawdę o Niemcu gospodarzu i Polaku .bałaganiarzu" to muszę się tu nie zgodzić. Jest to mit funkcjonujący niestety nie tylko u naszych zachodnich sąsiadów ale i u nas.
Tak na marginesie jest jeszcze jeden mit niemal tak silny przedstawiający Polaka jako największego pijaka. Jak wynika z przeprowadzanych corocznie badań wcale nie należymy do ścisłej czołówki największych pijaków europy. W spożyciu wyprzedzają nas np. Czesi, Węgrzy czy też Francuzi, którzy statystycznie spożywają dwa razy więcej od nas alkoholu.
Wracając do "Polaka bałaganiarza" problem tkwi raczej nie w polskiej mentalności ale w sposobie zarządzania państwem. Często właśnie bałaganiarstwo staje się znakomita wymówką dla rządzących (szczególnie obecnie), dzięki której tak skutecznie realizują zakreślone przez siebie (a może nie przez siebie?) cele. Często również to właśnie Niemcy okazują się większymi bałaganiarzami niż my i wiele innych europejskich nacji, co opisałem w poprzednim wpisie o E.coli.
Podobnie jest również w przypadku innych mitów, które przedstawiają nas jako antysemitów, ksenofobów i złych organizatorów. Każdy z nich jest niezgodny z prawdą i krzywdzący większość z nas, generalnie jak każda generalizacja. Apeluję więc o nierozpowszechnianie tak niesprawiedliwych opinii o naszych rodakach, które są niepoparte żadnymi danymi.
Jeśli mogę, chciałabym przy okazji zaprosić zainteresowanych tematem na portal, w którym pracuję: http://www.chronmyklimat.pl/energetyka/energia-atomowa
Pozdrawiam.