Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Andrzej Lachowski   Nie dla atomu tak dla Gazpromu!
Kategorie
7 Udostępnij

Nie dla atomu tak dla Gazpromu!

Niemcy powiedziały atomowi NIE! Czy zrobiły to z racji na tragiczne wydarzenia jakie miało miejsce niedawno w Japonii, czy też od dawna planowały to uczynić, tylko nie miały odpowiedniego pretekstu? Co tak naprawdę skłoniło naszych zachodnich sąd sadów do tak radykalnego ruchu? Odpowiedzi możemy szukać w budowie gazociągu północnego.

Obserwując toczące się od kilku lat wydarzenia wydaje się, że rezygnacja Niemiec energetyki jądrowej nie była spontanicznym ruchem. Oficjalnie podawany powód tej decyzji to troska o środowisko i bezpieczeństwo obywateli. Wątpliwości w prawdziwość tych deklaracji budzi przede wszystkim pośpiech jaki wiąże się z tak ważną decyzją, być może najważniejszą w powojennej historii Niemiec. Kraj tak zorganizowany jak Niemcy nie pozwala sobie na spontaniczność szczególnie w tak istotnych kwestiach jak bezpieczeństwo energetyczne. W przeciwieństwie do naszej klasy rządzącej polityka niemiecka realizowana jest w oparciu o przyjętą na dziesięciolecia strategię i to bez względu na panującą opcję polityczną. Nie należy więc być naiwnym i zakładać, że radykalne zmiany nastąpiły wyłącznie w trosce o środowisko i bezpieczeństwo obywateli. Okazuje się, że rozwiązania zagadki jaką jest tak gwałtowna zmiana kursu w energetyce można szukać we współpracy z Gazpromem.

Biorąc pod uwagę tak energicznie podjętą budowę niezwykle kosztownego gazociągu północnego można domyślać się, że Niemcy już od dawna szykowały się do energetycznej wolty, czyli do zmiany priorytetów w polityce energetycznej swojego kraju. Co na to wskazuje? Przede wszystkim zbieżność czasowa oraz przyczynowo-skutkowa toczących się w Niemczech wydarzeń. Dziwnym zbiegiem okoliczności w maju następuje ukończenie pierwszej nitki gazociągu północnego , a miesiąc później Niemcy ogłaszają tryumfalnie likwidację energetyki jądrowej na terenie swojego kraju. Wydaje się więc, że katastrofa w Fukushimie okazała się znakomitym pretekstem do tak niezwykle kosztownej decyzji. Straty niemieckich koncernów energetycznych w związku z rezygnacją z energetyki atomowej szacowane są już na 4,5 mld euro.

Kluczem jest tu kwestia tak forsowanej przez Niemcy energetyce wiatrowej. Nasz zachodni sąsiad z uwagi na małą ilość surowców powoli staje się liderem w jej wykorzystaniu. Energetyka wiatrowa jak okazuje się nie zapewni jednak Niemcom samostarczalności i bezpieczeństwa energetycznego. Wynika to z prostego faktu - stosunkowo małej efektywności wiatraków. Jak okazuje się elektrownia wiatrowa pracuje przez cały rok tylko częścią swojej mocy , resztę czasu wypoczywa. Kiedy ma to miejsce, stosowane są na ogół współpracujące z wiatrakami małe elektrownie gazowe lub wodne. Okazuje się, że w Niemczech z racji niekorzystnego dla elektrowni wodnych terenu to właśnie gaz ma uzupełnić niedobory energii uzyskanej z wiatru.

Wątpliwości co do tego, że wycofanie energetyki jądrowej było od dawna planowane rozwiewa zacieśniająca się niemiecko-rosyjska współpraca. Otóż wielką radość z wycofania się Niemiec z atomu oprócz ekologów (tak na marginesie po likwidacji energetyki jądrowej znacznie zwiększy się w Niemczech emisja CO2 do atmosfery) wyrazili więc Rosyjscy włodarze i to nie ze względu na swoją wielką troskę o środowisko, o co chyba nikt ich nie posądza. Nie skończyło się tylko na entuzjazmie. Gazprom postanowił rozszerzyć również swoje zaangażowanie w Niemczech w budowę elektrowni gazowych czemu ma służyć zainicjowane jego partnerstwo z niemieckim koncernem RWE w dziedzinie produkcji energii elektrycznej. Hipotezę o dawno planowanej rezygnacji z atomu potwierdza również niedawna, bo lipcowa wypowiedź kanclerz Niemiec Angeli Merkel mówiąca o zainteresowaniu rosyjskim gazem:
"Zapotrzebowanie na technologie pomostowe będzie zwiększone w wyniku przyspieszenia rezygnacji z energii jądrowej. Tu decydują siły rynku. Im korzystniejsze będą oferowane ceny za rosyjski gaz, tym bardziej prawdopodobne, że zostanie on kupiony" – powiedziała w niedawnym wystąpieniu pani kanclerz

W tym momencie należy zastanowić się nad zaskakującą decyzją budowy elektrowni atomowej w Polsce. Do tej pory to właśnie nasz zachodni sąsiedzi stanowili niedościgniony wzór dla naszych rządzących. Tym razem stało się wprost przeciwnie. Jak to racjonalnie wytłumaczyć? Rząd tłumaczy to między innymi bezpieczeństwem energetycznym, co wydaje się wierutną bzdurą, bo jak można mówić o bezpieczeństwie energetycznym skoro brak nam wystarczającej ilości paliwa do planowanej elektrowni. W przeciwieństwie do innych surowców takich jak gaz czy węgiel, których mamy najwięcej w Europie, uranu będacego podstwowym paliwem planowanej elektrowni mamy jak na lekarstwo.

Być może jednak stało się właśnie dlatego, że atomowe technologie, których pozbędą się Niemcy trafią właśnie do nas, a paliwo do nich czyli uran będziemy musieli uzyskać od Rosji…

Ten wpis czytano 737 razy.
Przyklejanie łatki czegośtam-foba zamyka każdą dyskusję, która z poziomu merytorycznego sporu wchodzi na obszar emocji i inwektyw. Jest to potężna broń ugruntowująca niezwykle szkodliwą dla zdrowej demokratycznej debaty poprawność polityczną. Patrząc w ten sposób, osobę, która specjalizuje się np. w obserwacji pająków, opisującą jednocześnie ich drapieżny charakter należałoby nazwać arachnofobem.
.

andrzej-lachowski - Czwartek, 18 Sierpień 2011 15:17
Niestety, stereotypów tak szybko się nie wypleni...

co do elektrowni to jest tak, że w zależności od autora opracowania podaje się różny kosztorys i efektywność danego źródła energii. nie rozumiem tutaj, dlaczego ludzie boją się, że wiatraki będą "hipnotyzować" im kury, a nie maja nic przeciwko odpadom radioaktywnym. wydaje mi się, że jest to u nas kwestia informowania społeczeństwa, a raczej jego braku.
obecnie w rządzie nie ma nikogo na tyle odważnego, by jasno określić się po jednej ze stron i wprowadzić odpowiednie regulacje...
Olga Bakanowska - Wtorek, 16 Sierpień 2011 14:07
Rusofobia i Niemcofobia wciąż żywe. Jesteśmy otoczeni tylko przez złych sąsiadów, oni chcą nas oszukać, okraść, wykorzystać. Zbliżają się kolejne rozbiory RP. Tylko co polskie zasługuje na szacunek. W Polsce nie ma już nic polskiego, wszystko sprzedaliśmy za bezcen. Prawdziwy Polak to ten antyniemiec i antyrusek, reszta to zdrajcy... :) NORMALNIE RĘCE OPADYWUJĄ....... Mam nadzieję, że ludzi o takich poglądach będzie coraz mniej.
Gość ala ma kota (polskiego!) - Czwartek, 11 Sierpień 2011 11:17
Pani Olgo, co do banków i chęci przyznawania przez nich kredytów nie miałbym takich wątpliwości. Większość bankowości w Polsce jest w niepolskich rękach . Według ostatnich danych 66% polskiego sektora bankowego należy do obcego kapitału. Tak duży udział obcego kapitału w sektorze bankowym jest ewenementem w skali europejskiej gdzie współczynnik kształtuje się na poziomie kilku procent. Przykładowo w Niemczech zaledwie 4% banków nie znajduje się w niemieckich rękach.

Skoro więc "nasze elektrownie atomowe" nie będą do końca nasze, bo oparte na niemieckiej lub francuskiej technologii oraz rosyjskim paliwie to kapitał też znajdzie się w jednym z "naszych" niepolskich banków np. francuskich bądź niemieckich.

Co do tezy Pana Janka "o odwieczną prawdę o Niemcu gospodarzu i Polaku .bałaganiarzu" to muszę się tu nie zgodzić. Jest to mit funkcjonujący niestety nie tylko u naszych zachodnich sąsiadów ale i u nas.
Tak na marginesie jest jeszcze jeden mit niemal tak silny przedstawiający Polaka jako największego pijaka. Jak wynika z przeprowadzanych corocznie badań wcale nie należymy do ścisłej czołówki największych pijaków europy. W spożyciu wyprzedzają nas np. Czesi, Węgrzy czy też Francuzi, którzy statystycznie spożywają dwa razy więcej od nas alkoholu.

Wracając do "Polaka bałaganiarza" problem tkwi raczej nie w polskiej mentalności ale w sposobie zarządzania państwem. Często właśnie bałaganiarstwo staje się znakomita wymówką dla rządzących (szczególnie obecnie), dzięki której tak skutecznie realizują zakreślone przez siebie (a może nie przez siebie?) cele. Często również to właśnie Niemcy okazują się większymi bałaganiarzami niż my i wiele innych europejskich nacji, co opisałem w poprzednim wpisie o E.coli.

Podobnie jest również w przypadku innych mitów, które przedstawiają nas jako antysemitów, ksenofobów i złych organizatorów. Każdy z nich jest niezgodny z prawdą i krzywdzący większość z nas, generalnie jak każda generalizacja. Apeluję więc o nierozpowszechnianie tak niesprawiedliwych opinii o naszych rodakach, które są niepoparte żadnymi danymi.
andrzej-lachowski - Czwartek, 11 Sierpień 2011 10:52
A pani kanclerz liczy na głosy wyborców. Już od kilku lat śledzę w Polsce batalię o wybudowaniu atomówki. Ciekawa jestem, jaki bank da nam na to pożyczkę? Przecież to jest inwestycja, która zwraca się dopiero po kilkudziesięciu latach. Pan Tusk mówił dzisiaj o zakładanym wzroście gospodarczym na przyszły rok, ale chyba nie wziął pod uwagę tej inwestycji... I co ze składowaniem?? Jaki pojemnik przetrwa okres połowicznego rozpadu Uranu?

Jeśli mogę, chciałabym przy okazji zaprosić zainteresowanych tematem na portal, w którym pracuję: http://www.chronmyklimat.pl/energetyka/energia-atomowa
Pozdrawiam.
Olga Bakanowska - Środa, 10 Sierpień 2011 19:00
Niemcy i Rosja dwa bratanki!
Gość Marek K. - Czwartek, 28 Lipiec 2011 16:03
Ten wpis jest smutny, jednak prawdziwy. Pokazuje odwieczną prawdę o Niemcu gospodarzu i Polaku .bałaganiarzu wyznającemu zasadę; jakoś to będzie. Prawdopodobnie posłowie decydujący o budowie el.at. nie wiedzą jakie są koszty zainstalowania przestarzałych technologii. Nie wiedżą też że zasoby uranu na świecie kończą się i jest on coraz droższy. Posłowie nie wiedzą też , że energia będzie droższa a nie tańsza. Jedynym posłem który wie co to jest instalacja el. atomowej jest pan prof. Szyszko minister w rządzie PiS. On był przeciw. Uran będziemy pozyskiwać prawdopodobnie z Niemiec- sądząc po ilości uścisków obecnego premiera z panią kanclerz. Tu jest jeszcze drugie dno tej sprawy. Bałtyk. Dzięki braku działań i zaniechań mamy raczej gwarancję ,że utracimy zdolnośc do funkcjonowania w kwestii najważniejszego portu przeładunkowego na południu Bałtyku. To jest utrata wielkich wpływów, finansowych.z tranzytu towaru w głąb Europy. Wprawdzie premier ponoć odniósł sukces, i dostał ustne zapewnienie pani kanclerz, że jak zajdzie potrzeba to pogłębi dno dla rury - ale nikt nie wie jak długą pamięc ma pani kanclerz i jak długo chce rządzić obecny premier.
Jan - Czwartek, 28 Lipiec 2011 14:07
Odsłon: 7459
Andrzej Lachowski
Do niedawna prowadził portal ekologia.pl...
<< Maj 2012 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
zobacz wszystkie wpisy »