Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Andrzej Lachowski   Dlaczego jesteśmy coraz biedniejsi?
Kategorie
9 Udostępnij

Dlaczego jesteśmy coraz biedniejsi?

Niedawno media elektroniczne obiegła „szokująca informacja prasowa” mówiąca o drożyźnie w polskich sklepach. Nagle odkryto fakt (znany od lat przez ludzi podróżujących od czasu do czasu za zachodnią granicę), że ceny artykułów spożywczych w Polsce są droższe niż w Niemczech, gdzie zarabia się kilkakrotnie więcej niż u nas. Nie lepiej wygląda też kwestia cen paliwa i energii.

Najbardziej niesamowite jest jednak, to że jesteśmy właśnie jednym z największych producentów żywności oraz posiadamy największe złoża energetyczne w Europie, a ceny żywności, energii i paliwa są u nas jedne z najwyższych w Unii. Dlaczego więc płacimy więcej za sok jabłkowy niż Niemcy choć jesteśmy drugim w świcie jego producentem? Warto zastanowić się dlaczego tak dzieje się, bo drożyzna zapowiada się problemem numer roku 2012, tym bardziej, że ceny oraz podatki mają jeszcze znacząco wzrosnąć...

Bajka o głupim Polaku i gospodarnym Niemcu
Według jednego z wiodących na naszym rynku medialnym dzienników, przyczyną drożyzny jest pazerność małych sprzedawców i rozdrobnienie naszego rynku sprzedaży produktów spożywczych. Powód tego, eksperci czasopisma (należącego niemal w połowie do kapitału niemieckiego) widzą w chciwości naszych handlowców niemiłosiernie windujących marże. Jako przeciwwagę podano, a jakże, rynek niemiecki, gdzie jak opisano jest o wiele krótszy niż u nas łańcuch dostaw. Kolejną przyczyną podaną przez dziennik, jest zbyt dużo liczba małych sklepów i małych hurtowni oraz niewielkich producentów, co ma powodować utrzymywanie się wyższych cen. Tam też, jak podaje czasopismo, marże są zdecydowanie wyższe niż w wielkopowierzchniowych obiektach. Wyczytać możemy również o wysokiej cenie naszego mleka, która jak sugeruje artykuł może wynikać z o wiele mniejszej wydajności polskiego przemysłu mleczarskiego względem… Oczywiście, a jakże również Niemców. Na tym news kończy się. Wyrok zapadł – winni jesteśmy my niegospodarni i pazerni Polacy oraz nasz nierentowny przemysł. Czy tak jest naprawdę?

Choć na pierwszy rzut oka wymieniona przeze mnie informacja wydaje się wiarygodna,, to po głębszej analizie wygląda na kolejny rozdział tak dobrze nam znanej bajeczce o głupim Polaku i gospodarnym Niemcu. Otóż na naszym rynku, to właśnie sklepy sieciowe oraz super i hipermarkety są obecnie dominujące a ich liczba co roku rośnie przy jednocześnie spadającej liczbie sklepów niskopowierzchniowych. W zeszłym roku sprzedaż w sklepach sieciowych i wysokopowierzchniowych wzrosła o 20% przy spadku obrotów w małych sklepikach o 2%. Wedle ogólnie dostępnych danych również większość Polaków robi zakupy właśnie w super i hipermarketach nie zaś w małych sklepikach.

Hipermarkety rządzą ale nie płacą
W takim razie skoro coraz mniej ludzi kupuje w małych sklepikach, to jak możliwe jest to, że jak podają funkcjonujące w Polsce media, winę ponoszą polscy handlowcy oraz jak twierdzą dalej, nasz rozdrobniony rynek. Właśnie rozdrobnienie rynku, które eksperci podają jako głowną przyczynę drożyzny powinno zagwarantować zdrową konkurencję, a co za tym idzie niższe ceny. Monopol dużych sieci handlowych, który u nas następuje w tempie błyskawicznym, powoduje proces wprost przeciwny, czyli drożyznę. Wydawało by się więc, że innym powodem może być tu zmowa cenowa między wielkimi sieciami.

To jednak nie jedyny powód wysokich cen o czym za chwilkę. Wróćmy jednak do wielkich sieci handlowych. W większości krajów Europejskich jeżeli chodzi o handel istnieje szereg regulacji prawnych ograniczających ich rozwój, co ułatwia funkcjonowanie i konkurencję mniejszym podmiotów. Takie specjalne obwarowania jak: wybrana lokalizacja marketów, godziny ich otwarcia, minimalna płaca pracowników, minimalna marża, oraz zakaz sprzedaży towarów poniżej kosztów wytworzenia to standard niemal w całej Europie. Podobnie jest również z wolną niedzielą, kiedy to supermarkety są nieczynne. Na przykład Niemczech (trzymam się konsekwentnie tego porównania) wolna niedziela funkcjonująca pod nazwą Sonntagsruhe to norma, u nas niestety nie, o czym media już nie wspominają.

W Polsce choćby mówienie o tego typu ograniczeniach dla supermarketów nazywane jest zamachem na wolny rynek, a wprowadzenie wolnych niedzieli ma rzekomo obniżyć nasze PKB. Zapomina się tu jednak o pewnej bardzo ważnej kwestii. Poprzez wprowadzenie pewnych ograniczeń na wielkie sieci handlowe na pewno nie zniszczymy wolnego handlu. Spowoduja one zahamowanie monopolistycznej pozycji sieci handlowych, które właśnie jak mało kto wydają się wolny rynek coraz bardziej ograniczać. Nie wspomnę tu o dyskryminacji polskich przedsiębiorców, którzy nie mają takich możliwości omijania płacenia podatków jak wielkie sieci handlowe (co roku hipermarkety wykazują straty przez co nie płacą podatku dochodowego). Co z resztą notorycznie czynią. Gazeta Finansowa tak opisuje ten proceder:

„Schemat miałby być bardzo prosty – sieci handlowe, uzyskując dochody, miałyby zamawiać w specjalistycznych firmach ekspertyzy, które są sporządzone w ten sposób, by zaniżyć dochody supermarketów lub nawet wykazać straty. Następnie sieci transferują zyski za granicę. Jednak udowodnienie takiego procederu graniczy z cudem”.

Tak z kolei cały proceder przedstawiało kilka lat temu stowarzyszenie Zielone Mazowsze:

Przytłaczająca większość skontrolowanych w ubiegłym roku wielkopowierzchniowych sklepów wykazała w swoich zeznaniach podatkowych straty, unikając płacenia podatków. W zderzeniu ze zjawiskiem transferu zysków do innych podmiotów, przeważnie zagranicznych, kontrola skarbowa okazuje się bezradna. Proste sposoby na uniknięcie podatku to opłacanie wysokiego czynszu na rzecz spółki powiązanej, stosowanie we wzajemnych rozliczeniach "cen transferowych" zawyżonych w imporcie i zaniżonych w eksporcie, wzajemne kredytowanie, zawieranie fikcyjnych umów konsultingowych, opłacanie zbędnych szkoleń i innych usług. Jak dotąd żaden minister finansów - na czele z "oszczędnym" Balcerowiczem - nie potrafił temu zaradzić. Po raz kolejny okazuje się, że małe jest piękne, a duże dotowane.”

Warto jeszcze wspomnieć raport NIK, który mówi o tym, że duża część samorządów lokalnych wydawała nielegalne decyzje dotyczące lokalizacji hipermarketów.

Zależność całkowita?
Na tym jednak nie koniec. Do tego dochodzi zależność kapitału obcego w polskiej bankowości. Według ostatnich danych 66% polskiego sektora bankowego należy do obcego kapitału. Tak duży udział obcego kapitału w sektorze bankowym jest ewenementem w skali europejskiej gdzie współczynnik kształtuje się na poziomie kilku procent. Przykładowo w Niemczech zaledwie 4% banków znajduje się w obcych rękach. Przekłada się to nie tylko na trudnio\ość w otrzymaniu przez polskie przedsiębiorstwa kredytu i przede wszystkim na jego cenę. Nawet jeżeli Polak otrzyma taki kredyt to i tak będzie to jeden z najdroższych kredytów w Europie, bo nasze usługi bankowe są również znacznie droższe niż na zachodzie.

Ktoś może stwierdzić, że przecież kapitał nie zna granic. Warto przypomnieć, że stwierdzenie to stworzył bardzo wątpliwy autorytet w jakiejkolwiek dziedzinie, bo niejaki Karol Marks. Nie będzie więc wielkim odkryciem stwierdzenie, że każdy z wielkich koncernów ma swoją macierzystą siedzibę w określonym kraju oraz właścicieli określonych narodowości. W porządku, ktoś inny powie, ale przezcież ludzi ci mogą być przecież osobami o altruistycznym i kosmopolitycznym usposobieniu. Tak też może być i tego nie należy wykluczać. Co jednak, jeżeli duża część obcych przedsięwzięć ulokowanych w Polsce to nie kapitał prywatny ale obcy kapitał państwowy.

Tak wygląda kwestia tzw. prywatyzacji (de facto - wyprzedaży) energetyki i telefonii w naszym kraju, gdzie polskie strategiczne przedsiębiorstwa zostały tak naprawdę przejęte przez wielkie państwowe koncerny zachodnie, czyli tak naprawdę przez inne państwa. Czy tu też możemy mówić o kapitale bez granic i bezgranicznym zaufaniu do mitycznej „niewidzialnej ręce rynku”, a nie od zależności Polaków od innych krajów. Sytuacja ta wydaje się w Polsce nie do rozwiązania, natomiast na Węgrzech wszystkie hipermarkety, które stosowały podobną politykę zostały opodatkowane, podobnie zostały opodatkowane koncerny, banki i kropka. Sprawa załatwiona bez potrzeby szukania w kieszeniach najbiedniejszych jak robi to w Polsce obecny rząd.

Warto jeszcze przypomnieć, że duża część ze sprzedanych przedsięwzięć Państwowych prawnie do Państwa Polskiego nie należała, dlatego że została po wojnie przez władze komunistyczne bezprawnie odebrana prawowitym właścicielom. Zamiast więc przedsięwzięcia te przekazać w ich ręce, III RP sprzedała je za bezcen uprawomocniając kradzież i stając się tym spadkobierczynią PRL. Czy możemy więc mówić również o prawidłowym procesie powstawanie tzw. wolnego rynku w Polsce.


Nieuczciwe dopłaty i mityczny KRUS
Żeby przelać jeszcze czarę goryczy warto poruszyć, sytuację polskich rolników. Problemem numer jeden polskiej wsi są unijne dopłaty rolnicze, które zamiast podźwignąć polską wieś, stanowią mechanizm ją rujnujący. Dlaczego tak jest skoro dzięki dopłatom Polska wieś miała dokonać cywilizacyjnego skoku?

Okazało się, że owszem dostaliśmy dopłaty, ale równocześnie otrzymały je również inne państwa unijne i to w znacznie wyższych kwotach. Otóż niemiecki rolnik do niedawna przykładowo do litra produkowanego mleka otrzymywał dopłatę około 40gr, polski zaś w granicach 20gr, przez co litr naszego mleka jest znacznie droższy od mleka z Niemiec. Wynikiem tego jest coraz większy upadek naszego mleczarstwa, które staje się znacznie mniej opłacalne niż w Niemczech. Obecnie z racji likwidacji naszych stad zaczynamy sprowadzać tańsze mleko z Niemiec... Czy więc i tu winien jest polski rolnik, a może polski handlowiec?

Warto wspomnieć tu również osławiony KRUS, którym media i rząd straszą nasze dzieci. Wbrew temu co się mówi, a właściwie czego się nie mówi, system ten funkcjonuje bez kontrowersji w całej Europie. Nie wspomina się jednak, że Polscy rolnicy otrzymują z jego tytułu najniższą dopłatę z budżetu! Przykładowo niemiecki chłop otrzymuje dopłatę do KRUS w wysokości 80% w porównaniu dopłaty w wysokości 65% dla Polaka! Obliczając jednak dopłatę w kwotach bezpośrednich nie zaś procentowo, dysproporcje te są jeszcze większe. Na liście krajów Unii otrzymujących dopłaty jesteśmy na szarym końcu. Ten żekomo niesparwiedliwy KRUS również ma zostać zlikwidowany.

Co na to nasi rządzący? Otóż miałem kilka miesięcy temu przyjemność (czy raczej nieprzyjemność) poznać stanowisko w tej sprawie polskiego rządu, wypowiedziane ustami polskiego urzędnika odpowiadającego za kontakty z dziennikarzami podczas polskiej prezydencji. Tak więc na spotkaniu z dziennikarzami dowiedziałem się od niego rzeczy niezwykłej. Otóż prezydencja nie jest czasem do załatwiania polskich interesów, które nazwał eufemistycznie narodowymi egoizmami. Tak na marginesie określenie to za sprawą naszych rządzących (np. Tusk, Sawicki) na dobre zagościło w naszej ukochanej telewizji. Prezydencja ta, jest natomiast czasem reprezentowania interesów europejskich. Zapytany, co rozumie przez interesy europejskie i czy przypadkiem reprezentowanie przez polski rząd interesów Polski (która przecież leży w Europie, stanowiąc jej część) nie jest również realizowaniem interesów europejskich. Na to pytanie nie był mi w stanie odpowiedzieć. Nie był w stanie powiedzieć mi również nic na temat dopłat i stanowiska rządu w tej sprawie.

Przede wszystkim, to co powiedział jest dalekie od rzeczywistości. Jak wiadomo każdy kraj (oprócz Polski) podczas swojej prezydencji realizuje przynajmniej jeden narodowy projekt. Przykładem zdrowego reprezentowania narodowych interesów jest poprzedzająca nas prezydencja Węgier, na której Węgrzy ugrali wielki projekt regulacji wód Dunaju. Ile podobnych programów zrealizował rząd Tuska korzystając z tak wysokiej pozycji w unii jaką jest polska prezydencja.? Zero. Po prostu nic.

Coraz większe ubóstwo
Warto więc wszystko podsumować. Wynikiem tych wszystkich czynników jest nie tylko drożyzna ale i niskie płace. Dziej się to pomimo naszej wysokiej wydajności. W ostatecznym rozrachunku Polacy stają się coraz biedniejszym narodem. Tak więc płacimy więcej niż powinniśmy przy tym zarabiamy znacznie mniej niż przedstawiciele innych narodów.

Wystarczy porównać naszą wydajność i czas spędzany w pracy oraz zarobki z naszymi sąsiadami. Okazuje się że wypadamy tu lepiej niż Niemcy, bo pracujemy od nich niemal dwa razy dłużej jednocześnie dorównując im wydajnością. Tak więc według OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) Polak pracuje w ciągu roku 2015 godzin, a Niemiec 1309. Wyprzedzamy nawet pracowitych Japończyków, którzy w ciągu roku spędzają w pracy ponad 200 godzin mniej od nas. Mimo tego zarabiamy kilka razy mniej od Niemców. Polska jest obecnie niechlubnym unijnym liderem, jeżeli chodzi o skalę ubóstwa. Co piaty Polak żyje obecnie poniżej granicy ubóstwa, w tym ponad 40% rodzin wielodzietnych.

Kto więc w tym wszystkim zyskuje? Obecnie na pewno nie my. Przyczyna jest prosta. Powoli przestajemy być gospodarzami we własnym kraju, a nasz rząd realizując mityczne europejskie interesy przestaje realizować nasze. Widać to dobitnie z ostatnich unijnych ustaleń, kiedy to Donald Tusk z własnej inicjatywy dołączył Polskę do krajów) które pokryją koszty recesji znacznie zamożniejszych od nas społeczeństw (Włochów, Hiszpanów, którzy zarabiają kilka razy więcej od nas). Mamy wyłożyć na ten cel kilkanaście miliardów złotych z naszych kieszeni. Właściwie to rząd ma to zrobić nie pytając się o zgodę nawet naszego parlamentu, co zamierzają z resztą zrobić Czesi i Węgrzy. Czy na to może pozwolić sobie kraj, w którym według raportu OECD 1,8 mln polskich dzieci cierpi z powodu ubóstwa. Raport ten podaje również o tym , że w Polsce wydaje się na dzieci najmniej spośród wszystkich 32 krajów należących do organizacji. Podobnie kwestię ubóstwa wśród dzieci ocenił UNICEF, który usytuował nas na ostatnim miejscu listy badanych przez siebie 21 krajów europejskich.
Według raportu z roku na rok maleje liczba dzieci uprawnionych do pobierania zasiłku rodzinnego i stypendiów szkolnych. W 2004 pobierało zasiłek ponad 5 mln dzieci, a w 2009 r. już tylko 3,3 mln. Teraz jeszcze dochodzą podwyżki VAT na artykuły dziecięce i leki, które zupełnie już zrujnują duże rodziny.

Sytuacja więc wbrew temu czym raczą nas media jest naprawdę dramatyczna i nie ma w tym nuty przesady. Co powinniśmy więc robić? Przede wszystkim pomyślmy w kategoriach wspólnoty jaką wraz z innymi Polakami tworzymy. Zacznijmy od małych kroczków. Spróbujmy więc bardziej życzliwym okiem spoglądać na nasze przyosiedlowe warzywniaki, robiąc w nich nieco częstsze zakupy (oczywiście polskich produktów). Nasze ciężko zarobione pieniądze (jeżeli jakieś nam zostaną) starajmy lokować się w polskich bankach i spółdzielczych kasach oszczędnościowych czyli popularnych skokach. Poza tym, a może przede wszystkim pomagajmy również sobie nawzajem. Miejmy na uwadze szczególnie rodziny wielodzietne, które pracują na nasze emerytury, a są tak naprawdę w coraz cięższej sytuacji. Mimo coraz gorszych perspektyw być może właśnie nadchodzący rok i kryzys wyzwoli w nas tak ukryte zasoby naszego człowieczeństwa. Bądźmy po prostu bardzie ludzcy oraz nieco bardziej krytyczni, ale nie wobec siebie, ale wobec tego co raczą o nas i o naszej sytuacji mówić media (czy raczej nowa forma propagandy).

Epilog

Na koniec, jako epilog przedstawię krótką relację z reportażu jednego z dziennikarzy telwizyjnych. Opisując podwyżki cen używek (alkoholi i papierosów) oraz cen paliw tak oto spuentował ich skutek (przytoczę tu luźno jego słowa):

"Skoro drożeją papierosy i alkohol to znaczy, że będziemy mniej palić i pić, a więc wyjdzie nam to na zdrowie. Co do cen paliwa, to przez ich podwyżkę będziemy mniej jeździć po naszych drogach, a więc emitować mniej CO2 do naszej atmosfery. Tak więc nadchodzące podwyżki cen być może tylko przysłużą się naszemu zdrowiu oraz klimatowi naszej planety"

Całe szczęście, że zacytowany przeze mnie as naszego dziennikarstwa nie przedstawił dobroczynnych skutków podwyżek cen żywności, ubranek dziecięcych i książek...

Ten wpis czytano 1347 razy.
Gościu kakra, a ty jaki reżim reprezentujesz? Twoja wypowiedź wskazuje jednoznacznie, że obce ci jest pojęcie demokracji. Nie znasz podstawowego pojęcia, jak wynika z twoich słów demokracji: wolność słowa i myśli oraz sposobu jej wyrażania. Pan Lachowski nie przekroczył tu żadnych norm demokratycznych, i nic nie wskazuje na to że jest ,,pisowcem,,. I nie radź co kto ma pisać, bo każda władza nie podlegająca krytyce, zamienia się w reżim. Są zresztą inne portale, gdzie w inwektywach typu pisor i moher możecie sobie uzywać dowolnie, tam raczej skierujcie swoją agresje. Co do pytania drugiego gościa, też anonimowego( co jest charakterystyczne ) czy to jest jeszcze ekologia.pl ? Ja też czasem mam takie pytania, pod swoimi blogami. Nikt nie powiedział w warunkach ogólnych użtykowania portalu ekologia .pl jaka ma być treść blogów.. Wręcz odwrotnie, po pewnych zmianach, udpstępniono większy zakres propozycji tematycznej blogów. I dobrze, bo tylko tak można przyciągnąć większą ilość użytkowników o różnych poglądach i zainteesowaniach. Jest również blog polityczny. Choć ten zaliczył bym raczej do gospodarczych. Dlatego uwagi o ,,pisologii,, pl. są nie na miejscu i kompletnie nieprzemyślane. Te pojawiające się uwagi , świadczą o tym w jak ograniczonym ciągle spektrum poznania i wiedzy żyjemy jako zwykli obywatele. Jak bardzo daliśmy się zaszufladkować i żyć według schematu , zwykle narzuconego przez tak zwane autorytety.
Jan - Środa, 11 Styczeń 2012 10:35
Kiedyś osoby niezgadzające się z niesprawiedliwością PRL nazywane były faszystami. Obecnie każdy kto wyartykułuje swoje niezadowolenie z panującej rzeczywistości, nazywany jest pisowcem (co ciekawe, coraz częściej również faszystą). Nie chodzi tu osobom używającym tej wątpliwej inwektywy oczywiście o popularyzację przez osobę krytykowaną partii opozycyjnej. Tym określeniem nazywani są coraz częściej ludzie mający odmienne zdanie od ustalonego i zatwierdzonego (jedynie słusznego) przez establishment i media.
Jedną z podstawowych wolności jakie nam przysługują w ramach demokratycznego społeczeństwa jest zapewnienie możliwości kontestowania panującej sytuacji politycznej i społecznej. Tylko w systemach totalitarnych panuje jednomyślność. Niestety przyczepianie metek i to przez dwie strony sporu typu: pisowiec, platfus, katol, lewak, faszysta, czy tez homofob na pewno tej wolności nie służą. Czy nie lepiej merytorycznie dyskutować zamiast obrzucać się coraz dziwniejszymi inwektywami? Niech lepiej "polemiści" używający tych określeń jeszcze raz to przemyślą...

Jednocześnie muszę z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że nie tylko obecne rządy są winne naszej sytuacji. Narastała ona przez ponad 20 lat naszej wolności. Jednak można śmiało powiedzieć, że nie widać u koalicjantów (PO i PSL) chęci zmian, a swoimi działaniami i ich widocznym brakiem tylko ją pogłębiają (i to w rekordowym tempie)...
andrzej-lachowski - Środa, 11 Styczeń 2012 08:56
Tylko pytanie co wy z tym zrobiliście ? Jeżeli dalej polak polakowi bedzie wilkiem to bedziemy mieli jeszcze lepiej. Może tak zbierzmy sie w kupe i skopmy im ***e ?
Bo moim zdaniem już dawno trzeba było tych wszystkich cwaniaków rozliczyć.
Gość P - Środa, 11 Styczeń 2012 00:51
czy to jeszcze ekologia.pl panie naczelny czy juz pisologia.pl ...
Gość ubuntu - Wtorek, 10 Styczeń 2012 15:32
http://miziaforum.wordpress.com/2012/01/07/1-szego-stycznia-2012-polacy-nie-zostali-oszukani-zostali-wy***ani-bez-wazeliny-pisalem-o-tym-wiele-miesiecy-temu/
mój komentarz do tego koszyka jak może byc lepiej skoro tak postępują elity rządzące mamy swoje dobre osiągnięcia i sprzedajemy je cichcem za bezcen.
Kazimiera Rojewska - Niedziela, 08 Styczeń 2012 15:53
Nic dodać, nic ująć !!!
Jan - Sobota, 07 Styczeń 2012 10:11
panie lachowski jesteś pisowcem,radziłabym zastanowić się nad treścią,obsmarowywać każdy potrafi i łatwo zniszczyć opinię.
Gość kakra - Piątek, 06 Styczeń 2012 15:13
Koło jest zamknięte. Biedny człowiek szuka taniego produktu. Starsi ludzie widoczni w autobusach jadą połowę miasta tylko po to żeby kupić buraka czy kartofla III kategorii po cenie 20gr taniej. I tego sie nie zmieni, póki jest pusto w kieszeni. Wiekszość ludzi nie patrzy na polski produkt, tylko na ten tańszy, nie będąc gospodarczym patriotą. Zresztą w przeciwieństwie do niemieckich medii tu się od 10 lat nie reklamuje patriotyzmu gospodarczego Jak pisałem na swoim blogu (Największy Błąd Ludzkośći) to markety decyduja co będziemy jeść. To są wielkie przedsiębiorstwa, zamawiające towar u producenta hiszpanskiego czy nawet chińskiego. Polacy maja mało w kieszeniach, i nie zwracaja uwagi na opisany w tym art. problem. Nawet nie mają świadomości, bo i mieć nie mogą skoro najważniejszym tematem jest Kaczyński i Pis.
Tu należy dodać całkowity monopol niemieckich marketów budowlanych. Te markety , doprowadzily do zamknięcia w 99% polskie sklepy hydrauliczno- narzędziowe. Markety pozbawiły pracy fotografów w atelie foto , wstawiajc maszyny do obrabiania i drukowania zdjęć, a wcześniej przejmując wywoływanie klisz foto. Potrzebny jest powrót rolnictwa indywidualnego, tak jak to było w komuniźmie. Niby tak fatalnie było a mieliśmy nadprodukcję żywności, 7 miejsce na świecie w hodowli bydła, jakieś czołowe miejsce w hodowli wieprza. W każdej większej wiosce był punkt skupu, mleczarka jeździła po wsiach. . Było wszsystko dobrze zorganizowane. Dziś największa bieda jest właśnie na wsi. Unia za zgodą naszych ministrów dopłacała do siania...lasów na terenach rolnych. W tamtym roku pisałem o fabryce Ikei na Podlasiu. Kilkanascie ha rolnego gruntu poszło pod fabrykę. Wójt był na łamach prasy lokalnej jako super wujt. Tylko jak zawsze zapomniano uzgodnić z innymi właścicielami , że przez ich ziemie będzie przechodzić droga dojazdowa i trakcja elektryczna. To jest obraz polskiej gospodarki. Nasze cudowne pkb 4,5% na zielonej wyspie wynika głównie z popytu wewnętrznego. I to sie zawali, po kolejnych podwyższkach. Na Węgrzech pkb to tylko 1, 45% , dojdziemy do tego bardzo szybko, pewnie w tym roku.. Bo wydrenowane z zasobów portfela społeczeństwo, nie jest w stanie utrzymać pkb na niezmienionym poziomie.
Jan - Czwartek, 05 Styczeń 2012 21:49
Trafna ocena, same fakty... ale kiedy naród ze snu się obudzi i przejrzy przecierając ze zdumienia zamydlane oczy?
Gość Piotr - Czwartek, 05 Styczeń 2012 18:30
Odsłon: 7457
Andrzej Lachowski
Do niedawna prowadził portal ekologia.pl...
<< Maj 2012 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
zobacz wszystkie wpisy »