Ambasador Polski w Japonii w imieniu rządu Tuska podpisała w Tokio niezwykle kontrowersyjną umowę ACTA. Przez wielu specjalistów umowa ta uznawana jest za zagrożenie dla demokracji w Polsce. Na nic zdały się protesty odbywające się od wielu dni na terenie całego kraju. Na nic zdały się ostrzeżenia ekspertów, prawników, polityków, publicystów, organizacji pozarządowych i stosownych urzędów. Według strony rządowej jak zwykle nic się nie dzieje, a wszelkie protesty są ignorowane. Podpisanie kolejnego "jakiegośtammiędzynarodowegodokumentu" jak zwykle nic nie znaczy i jak beztrosko tłumaczą rządzący, nic to nie zmienia. Jest jak zwykle sielsko i anielsko, choć według raportu Komisji Europejskiej jesteśmy obecnie najbardziej inwigilowanym krajem w Unii Europejskiej...
Warto zacząć od tego, czym jest osławiona ACTA (Umowa Handlowa Dotycząca Zwalczania Obrotu Towarami Podrabianymi). W skrócie jest to ponadnarodowa umowa dotycząca ochrony własności intelektualnej. Poprzez stworzenie ACTA powstaje struktura ponadnarodowa funkcjonująca nawet ponad innymi szacownymi ponadnarodowymi organizmami takimi jak: WTO – Światowa Organizacja Handlu, WIPO – Światowa Organizacja Własności Intelektualnej. Do tej pory to właśnie one zajmowały się kwestiami, które mają być objęte w ACTA. Dlaczego więc powstaje nowa instytucja? Czy nie wystarczyły dotychczasowe rozwiązania? Tajemnicą poliszynela jest to, że za ACTA stoją amerykańskie koncerny z branży rozrywkowej, w których interesie leży znaczące ukrócenie wymiany plików w Internecie. Nie tylko im jednak będą służyły wprowadzone ograniczenia. Są one jak najbardziej korzystne dla rządów, które dążą do coraz większej kontroli swoich obywateli, a do nich bez wątpienia należy rząd Donalda Tuska. Dotychczasowe praktyki koalicjantów tylko to potwierdzają. Uzależnienie polskiego internetu od władz państwowych na dobre rozpoczęło się kilka lata temu...
Pod koniec 2009 roku tygodnik „Najwyższy Czas” podał , że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, przejęła kontrolę nad NASK, instytucją odpowiedzialną za nadzór nad polskim internetem. Wtedy to minister nauki i szkolnictwa wyższego w rządzie Tuska - Barbara Kudrycka powołała na stanowisko dyrektora NASK, oczywiście w wyniku konkursu... oficera ABW pułkownika Chrzanowskiego . Działania przeprowadzone zostały w trakcie zamieszania wynikającego z Afery Hazardowej, przez co media niezbyt uważnie odnotowały cała sprawę, o kolosalnym jak okazało się później znaczeniu. Mniej więcej w tym samym czasie premier Tusk ogłosił, że Urząd Komunikacji Elektronicznej będzie cenzurować internet i blokować te witryny, zostaną przez służby specjalne uznane za „strony niedozwolone”.
W Polsce wraz z przejęciem NASK tak na prawdę na dobre rozpoczął się proces kontroli Internetu przez tajne służby. Jednocześnie trwały prace nad ustawodawstwem dającym możliwość zdobywania przez służby danych od operatorów telefonii komórkowej. Operatorzy telefonii w wyniku przyjętych wówczas rozporządzeń muszą obecnie zbierać i przechowywać dane o rozmówcach, które w każdej chwili na polecenie służb są zobowiązani im przekazać. Dziej się to bez nadzoru sądowego, bez wiedzy osoby inwigilowanej i bez zwrotu kosztów za przechowywanie danych dla operatorów. Podjęcie takiego działania zależy jedynie od widzimisie szefa danej służby oraz od bieżących potrzeb władzy. Jest to ewenement w skali europejskiej, wykraczający poza standardy uznawane za demokratyczne.
Na efekty nowego ustawodawstwa nie trzeba było długo czekać. Według raportu sporządzonego przez Komisję Europejską dotyczącego właśnie gromadzenia danych telekomunikacyjnych przez państwa UE jesteśmy najbardziej inwigilowanym społeczeństwem w Unii. W 2010 roku aż milion trzysta tysięcy razy służby wystąpiły o nasze dane telekomunikacyjne. Jest to kilka razy więcej podsłuchów niż za oskarżanych o wprowadzanie totalitaryzmu rządów PIS. Co ciekawe, dla porównania Polskie organa ścigania nawet kilkadziesiąt razy częściej niż inne kraj unijne występowały o te dane (przykładowo 34 razy więcej niż Niemcy).
Na światło dzienne zaczęły wychodzić kwestie inwigilacji dziennikarzy. W 2009 roku wyszła na jaw sprawa podsłuchiwania prze ABW rozmowy Cezarego Gmyza i Bogdana Rymanowskiego, prowadzone z telefonu Wojciecha Sumlińskiego. Dwa lat później z kolei dowidzieliśmy się, że Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Poznaniu sprawdzała billingi i sms-y dziennikarzy (ponownie Cezary Gmyz z Rzeczpospolitej i Maciej Duda z TVN24), którzy zajmowali się kulisami smoleńskiego śledztwa. Było to niewątpliwie złamanie tajemnicy dziennikarskiej, które w każdym demokratycznym kraju zakończyłoby się wielkim skandalem i określonymi konsekwencjami. U nas było wprost przeciwnie. Osławiony już postrzeleniem się płk Mikołaj Przybył stwierdził, że nie widzi problemu w działaniu prokuratury, a śledczy mogą korzystać z billingów dziennikarzy. Uwieńczeniem tego procesu wydaje sie wąłśnei podpisanie ACTA. Oczywiście nie łudźmy się, że to będzie koniec działań rządu w tej materii.
Wracając więc do ACTA, to umowa ta niesie szereg zagrożeń, które mogą naruszyć podstawowe standardy demokracji. Skoro mogą, to jak wynika zdotychczasowej praktyki obecnie rządzących, pewnie zostaną naruszone...
Przede wszystkim została podpisane bez uprzednich konsultacji społecznych i ponad głowami Polaków. Dodatkowo pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że wbrew temu co można wyczytać na stronach Platformy Obywatelskiej prace nad tą międzynarodową umową odbywały sie w tajemnicy.
Generalny inspektor ochrony danych osobowych (GIODO) Wojciech Wiewiórowski, ostrzega, że ACTA co prawda nie nałoży na Polskę obowiązku znowelizowania prawa krajowego, ale ratyfikacja tego porozumienia spowoduje, że jego przepisy będą ważniejsze od norm ustawowych. W skrócie jego ustalenia będą nadrzędne nad polskim ustawodawstwem. To jednak nie wszystko. Bardzo niebezpieczne stają się mechanizmy, które zostaną stworzone w celu egzekwowania przyjętych zasad. Przed tym zjawiskiem ostrzega również tak szacowna instytucja jaką jest wymienione już GIODO twierdząc w sowim oficjalnym stanowisku, że
„na osoby fizyczne, osoby prawne i inne jednostki organizacyjne nakładane będą nieznane dziś prawu polskiemu obowiązki ujawnienia danych osobowych osób fizycznych podejrzewanych o naruszenie norm konwencyjnych" .
Głos w dyskusji nad ACTA zabrała również Rzecznik Praw Obywatelskich, która uznała, że ratyfikacja ACTA może budzić uzasadnione wątpliwości co do ochrony prawa do prywatności, w tym szczególnie danych osobowych. Rzecznik stwierdziła również, że w trakcie prac nad ACTA został naruszona „zasada zaufania obywatela do państwa i prawa”, która wynika z wyrażonej w art. 2 konstytucji zasady demokratycznego prawnego.
Do tego wszystkiego dochodzi kwestia niewspółmiernych represji jakimi może być poddany podejrzany. Podkreślam podejrzany. Bo w ramach restrykcji przewidziane są silne działania prewencyjne , tym bardziej, że Polska nie znajduje się w stanie zagrożenia (chyba, że o czymś nie wiemy), jaki mógłby usprawiedliwiać tego typu działania.
Z kolei według polskiej organizacji - Panoptykon, zajmującej się między innymi włąśnie wolnością w internecie , porozumienie ACTA daje możliwość dochodzenia prywatnej egzekucji praw autorskich, bez kontroli sądu przez zainteresowane podmioty.
Co ciekawe tryb stanowienia ACTA został skrytykowany przez demokratyczny organ Unii Europejskiej Parlament Europejski. We wrześniu zeszłego roku Parlament Europejski przyjął deklarację krytykującą zarówno tryb stanowienia umowy jak i treść ACTA.
Generalnie dokument zawiera wiele zaskakująco brzmiących artykułów, których realizacja może być sprzeczna z demokratycznymi standardami.
Szczególnie interesująco w tym kontekście brzmi jeden z artykułów ACTA:
Art. 12 pkt. 2
Każda Strona zapewnia swoim organom sądowym prawo do zastosowania środków tymczasowych bez wysłuchania drugiej strony, w stosownych przypadkach, w szczególności, gdy jakakolwiek zwłoka może spowodować dla posiadacza praw szkodę nie do naprawienia lub gdy istnieje wyraźne ryzyko, że dowody zostaną zniszczone. W przypadku postępowania prowadzonego bez wysłuchania drugiej strony każda Strona zapewnia swoim organom sądowym prawo do podejmowania natychmiastowego działania w odpowiedzi na wniosek o zastosowanie środków tymczasowych i do bezzwłocznego podejmowania decyzji.
Najbardziej niepokoją jednak nie tylko konsekwencje jakie mogą ponieść podejrzani o łamanie praw autorskich. Żeby skutecznie wykrywać i egzekwować potrzebne są potężne narzędzia niezbędne do wprowadzenie umowy w życie czyli do inwigilacji potencjalnych przestępców (czytaj całego społeczeństwa) i oczywiście odpowiednie służby, które będą się nią zajmować…
W skrócie oznacza to, że prawdopodobnie, twoja strona, blog, profil na portalu społecznościowym, będą monitorowane!!!
PS.
Przy całej sytuacji zaskakuje klasyczna beztroska naszego rządu. Na stronie rządowej wyczytać możemy wypowiedź Donalda Tuska
- Chcę podkreślić, że naszą intencją jest ochrona wolności w Internecie.
Dokładnie w ten sam sposób odnosząc się do podpisania ACTA wyraził się minister administracji i cyfryzacji Michał Boni. Czy tak rzeczywiście jest? Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi.






